Radio i TV już nie mają dostępu do mojej zrytej główki. Przyczyna jest dziecinnie prosta. Włączenie tych urządzeń , w 90 przypadkach na 100, tylko powoduje u mnie skoki ciśnienia.

Lista zarzutów
Piosenki, w których tekst stanowią dwa słowa wyjękiwane przez jakąś "gwiazdę" – i tak przez bite 4 minuty. Więcej reklam niż muzyki, więcej reklam niż filmu. W TV do godzin wieczornych nic się nie dzieje, ciągle tylko Alfredo zdradza Glorię z jej matką, Rysiek jeździ tą swoją taksóweczką i z żelazną konsekwencją namawia dzieci do mycia rączek, telewizja śniadaniowa, perypetie życia na plebanii, telezakupy, etc. Szczere uśmiechy bijące z ekranu. Podnieceni redaktorzy informujący słuchacza, że właśnie wygrał coś przezajebistego. Tańce na różnych powierzchniach, z różnymi ciałami niebieskimi. Programy, których celem (rzekomo) jest promocja utalentowanych ludzi, a które tego celu nie spełniają. Wiele innych.
Do tej pory zwykle korzystałem z radia lub telewizora w trakcie jedzenia. Takie przyzwyczajenie. Jednak to mija się z celem. Jedzenie zdąży trzy razy wystygnąć w trakcie szukania stacji, która akurat emituje coś sensownego. Jak już znajdziesz taki program to z pewnością za jakieś 30 sekund polecą reklamy. A wtedy nie pozostaje człowiekowi nic innego jak tylko się wkur...