Chcę żebyśmy w końcu byli razem, bez ciebie moje życie stoi w miejscu. Tylko ty, dla ciebie piszę... dyplomie.
Jeśli ktoś tu czasem zagląda to wie, że mam do napisania pracę dyplomową. Jest to ostatnia przeszkoda (tak, przeszkoda) na drodze do ukończenia obecnego etapu formalnej edukacji. "Będzie męczarnia, zobaczysz.. :)" – komentarz pod wpisem, w którym wspomniałem o pracy. Właśnie widzę.
Czemu praca dyplomowa jest be?
Jeżeli w pracy nie przeprowadza się jakichś doświadczeń lub badań to, siłą rzeczy, praca ma charakter odtwórczy. Czytasz, następnie swoimi słowami piszesz o tym co przeczytałeś. Uważasz, żeby nie popełnić plagiatu. Nie uśmiecha mi się takie przelewanie z pustego w próżne. Nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że nie przyniesie mi to satysfakcji.
Inne możliwości
Wolałbym egzamin zakończeniowy niż sprawdzian umiejętności kompilowania tekstów oraz umiejętności edytorskich. Niestety, to uczelnia ustala zasady.
Istnieje sposób, żeby pracy nie napisać, ale ją obronić i studia ukończyć – zapłacić za napisanie pracy. Stety, to nie mój styl.
Mógłbym, po prostu, nie kończyć studiów. Na tym etapie (mam już absolutorium) jest to absurdalny pomysł. Zbyt wiele czasu i wysiłku zainwestowałem, żeby odejść z pustymi rękami. Ostatni raz zegnę swoje twarde karczycho... ekhm, swoją cienką szyję.
Po co piszę o pisaniu?
Po pierwsze, niech widzą, że ta praca to dla mnie tylko środek do osiągnięcia celu.
Po drugie, siebie jest łatwo oszukać, z samym sobą jest łatwo negocjować, ale jak coś pojawi się na blogu...
Mam czas do końca roku. Napiszę i złożę pracę w terminie.