Kupiłem stroik gitarowy. Tak właściwie to takie urządzenie nazywa się tunerem gitarowym... chyba :)
Mniejsza o nazwę, zadaniem tego czegoś jest wsparcie mojej skromnej osoby w procesie nastrajania gitary. Mój sławny słuch nie wystarczy. Nic w tym dziwnego, do nędzy, nigdy nie grałem na gitarze i nie mam pojęcia jak ma brzmieć ta, czy inna struna.
Wchodząc do sklepu muzycznego poczułem się jak poganin wkraczający do świątyni. Pełno instrumentów muzycznych wszelkiego rodzaju - normalka, w końcu to sklep muzyczny. Tym co sprawiło, że poczułem się dziwnie byli ludzie znajdujący się w sklepie:
-
obsługa: jeden gość brzdąka sobie na gitarce, drugi nawala pałeczkami od perkusji w taboret
-
klienci: oglądają te wszystkie instrumenty i gadają używając niezrozumiałych fachowych terminów
-
wszyscy: sprawiają wrażenie jakby grali na czymś tam już od dawna i znali się na wszystkim co ma jakikolwiek związek z muzyką
Miałem wrażenie, że zupełnie tam nie pasuję. Kupiłem stroik i poszedłem sobie.