Wypożyczyłem sobie kilka książek. Przed wyprawą do biblioteki zastanawiałem się czy brać plecak. Stwierdziłem jednak, że mój zmęczony życiem plecaczek nie pomieści takiego ogromu wiedzy. Z braku lepszego wyjścia wziąłem torbę sportową. Po co, to tylko parę książek?

Na miejscu okazało się, że książki są wielkie jak dinozaury (na domiar złego bez obrazków, buuu). Swoje ważyły - rzeczy na trening zwykle ważą o połowę mniej. Torba okazała się być strzałem w dziesiątkę.
Poczułem ciężar wiedzy na swoich barkach, tzn. na swoim barku.