niedziela, 28 listopada 2010
Z torbą sportową po książki

Wypożyczyłem sobie kilka książek. Przed wyprawą do biblioteki zastanawiałem się czy brać plecak. Stwierdziłem jednak, że mój zmęczony życiem plecaczek nie pomieści takiego ogromu wiedzy. Z braku lepszego wyjścia wziąłem torbę sportową. Po co, to tylko parę książek?

KSIĄŻKI

Na miejscu okazało się, że książki są wielkie jak dinozaury (na domiar złego bez obrazków, buuu). Swoje ważyły - rzeczy na trening zwykle ważą o połowę mniej. Torba okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Poczułem ciężar wiedzy na swoich barkach, tzn. na swoim barku.

poniedziałek, 22 listopada 2010
Porządek?

Pokój jest posprzątany, wszystkie przedmioty poukładane na swoich miejscach. Całkiem świetnie, nieczęsto się to zdarza, chyba powinienem być zadowolony.

Szkoda, że posprzątałem tylko po to, żeby nie zajmować się innymi, obecnie ważniejszymi, sprawami. Gdyby prokrastynacja była przestępstwem, to ten wpis pisałbym zza krat.

PROKRASTYNACJA

poniedziałek, 08 listopada 2010
Trudno

Pomyślałem, że dorzucę coś do kategorii "Drogi Pamiętniczku!". To taka kategoria, do której łatwo sklecić notkę. Wystarczy napisać co się ostatnio wydarzyło. Taaa... tylko musi się coś dziać.

Praca dyplomowa się sama nie pisze. Uparta łajza. Trochę mnie to zaczyna martwić. Wczoraj byłem na koszu. Nie mam jednak zakwasów, więc nawet nie mogę się nad sobą poużalać. Po raz drugi obejrzałem "Człowieka z blizną". Tym razem film podobał mi się dużo bardziej niż za pierwszym podejściem. Chciałem coś zaczarować w CSS, tak żeby boczna szpalta znalazła się z lewej strony. Po serii niepowodzeń dałem sobie z tym spokój. Może rozejrzę się za jakimś innym szablonem.

Trochę tego mało. Trudno.

czwartek, 28 października 2010
Ostatni

Znam wynik ostatniego egzaminu. Zdałem, mam absolutorium.

Teraz pozostaje mi "tylko" napisać pracę, i ją obronić. Wygląda na to, że to początek końca.

Dzisiaj chciałem dowiedzieć się czegoś na temat tagów, ale na chęciach się skończyło.

poniedziałek, 25 października 2010
+

Grałem dzisiaj w kosza. W zasadzie lubię tę czynność. Gdyby tylko nie trzeba było tyle biegać i skakać...

Kosz motywuje mnie do częstszych wizyt na siłowni. Chcę grać lepiej, więc mam motywację do ćwiczeń. Przydałoby się poprawić wytrzymałość – chyba będę musiał się z bieżnią zaprzyjaźnić. Nie spinam się jednak zbytnio. Już dawno wyrosłem z marzeń o zawodowym sporcie.

Jeżeli chodzi o studia, to wiszę sobie w próżni – nie mam żadnych zajęć, czekam na wynik egzaminu.

piątek, 22 października 2010
Komunał na każdy dzień

"W zdrowym ciele zdrowy duch". Banalne stwierdzenie.

W dodatku nie zawsze prawdziwe. Ile razy słyszy się o fizycznie zdrowych ludziach, którzy np. walczą z depresją lub któregoś "pięknego" dnia postanawiają ze sobą skończyć? Z drugiej jednak strony, faktem jest, że zdrowie fizyczne ma wpływ na zdrowie psychiczne i vice versa.

Kończę, bo ktoś gotowy pomyśleć, że Inc0gnito miewa jakieś głębsze przemyślenia. Wpis sprowokowany moim powrotem (po krótkiej przerwie) na siłownię. Najlżejsze obciążenia, drżyjcie!!!

HANTLE?

poniedziałek, 18 października 2010
Strajk kończyn dolnych

Wczoraj grałem w kosza. Nie uszkodziłem się w trakcie procesu, co uważam za spore osiągnięcie ;)

Spodziewałem się, że przyzwyczajony do siedzenia i klikania organizm zbuntuje się po takim wysiłku. O dziwo, rano okazało się, że nic mnie nie boli. Była to cisza przed burzą. W trakcie krótkich dystansów pokonywanych po mieszkaniu wszystko było ok. Jednak gdy poszedłem na uczelnię...

ZAKWASY

Opóźniona bolesność mięśni; pot. zakwasy. Moje biedne nogi są jak z waty.  Mam za to całkiem niezły humor. Może dlatego, że w końcu spędziłem czas w sposób, który uważam za konstruktywny.

niedziela, 17 października 2010
Nie mam nic przeciwko...

Nie mam nic przeciwko takiej jesieni, jaką mamy w tym roku.

Nasłuchałem się, że już od października ma padać śnieg, ale nie taki zwykły śnieżek, ma padać Ś N I E G!!! Że temperatura będzie na minusie. Że będzie ciemno, zimno i ogólnie rzecz biorąc straszno. Że zamiast złotej jesieni będzie od razu zima tysiąclecia i koniec świata.
Zacząłem patrzeć z balkonu, czy widać już lodowiec, nadciągający z północy...

Tymczasem mamy jesień jak jesień. Całkiem przyjemną, jeśli mam być szczery. Słońce świeci. Temperatura znośna, u mnie, w tym momencie, termometr zaokienny pokazuje 9 stopni. Śniegu nie zaobserwowałem, nadmiaru pochmurnych i deszczowych dni też nie.
Oby tak dalej.

sobota, 16 października 2010
Niesforny syn

Sprawy się pokomplikowały. Egzamin odwleka się w czasie. Z jednaj strony to dobrze, bo może się do niego jakoś przyzwoicie przygotuję. Z drugiej strony połowa października za nami, a ja nadal nie zaliczyłem semestru letniego. Pracy dyplomowej nie napisałem w terminie, będzie trzeba jakieś podanie w tej kwestii złożyć... To wszystko nie wygląda najlepiej :/

Ciekawe jak moja Alma Mater postąpi ze swoim niesfornym synem.

 

PS. Wow, ale powiało patosem od tego ostatniego zdania. Trudno, nie będę zmieniał, mi się podoba tak jak jest. Zresztą i tak każdy kto mnie zna, wie, że w tym zdaniu jest trochę sarkazmu.

środa, 13 października 2010
Strach ma wielkie oczy

WIELKIE OCZY

Wcześniej wydawało mi się, że ostatni egzamin będzie czystą formalnością. Teraz ostatni egzamin wydaje się być przeszkodą nie do sforsowania.

- W czym problem? – ktoś mógłby zapytać.

  • Wiem, że nic nie wiem – czuję się kompletnie nieprzygotowany.
  • Nie mam planu "B" – jeśli, odpukać, nie zaliczę tego egzaminu to zrobi się nieciekawie...
  • Bawię się w jasnowidza – z jakiegoś powodu, myślę o egzaminie tak, jakbym już go uwalił.

Trzeci podpunkt wkur... mnie najbardziej. Tak czy siak, mam nadzieję, że za parę dni będę śmiał się z tego wpisu i że nie będzie to śmiech ironiczny.

 
1 , 2 , 3 , 4